Pierwsze dni w Birmie i podróż w stronę Bago

Podróż od granicy w stronę Bago

Zacznijmy od tego, że Birmy wcale nie planowaliśmy. Więc kiedy postanowiliśmy do niej pojechać nie mieliśmy żadnego pomysłu co chcemy zobaczyć i w jakiej kolejności. Plan powstawał z dnia na dzień, a pierwszym punktem naszej podróży zostało miasto Bago, słynące z ciekawych świątyń. Gdy tylko przekroczyliśmy granicę i załatwiliśmy formalności (karta sim, wymiana części waluty) wyruszyliśmy w drogę.

Jak to zwykle bywa w miejscowościach granicznych, początkowo zatrzymywały się tylko nieoznakowane taksówki ale już po kilku minutach zatrzymało się nam pierwsze auto. Jechała nim para tajsko-birmańska i podrzucili nas do miejscowości kilkadziesiąt kilometrów dalej. Huh, im dalej od granicy tym lepiej! 😀 Podróż szła nam bardzo żmudnie, więc końcem końców nie dojechaliśmy gdzie chcieliśmy. Wylądowaliśmy w mieście Thaton.

Thaton

W centrum miejscowości znajdowała się pokaźna złota stupa, a jeszcze przed nią wzdłuż ulicy zlokalizowane były uliczne ,,knajpki”. Był to zaledwie stół, na którym przygotowywane były shan noodle i inne proste potrawy, a ludzie siedzieli dookoła niego. Oczywiście nie przeszliśmy obok obojętnie i od razu skusiliśmy się na shan noodle, którymi zajadali się lokalni. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że taką właśnie mają nazwę. 😀 Po drugiej stronie ulicy kupiliśmy też lokalne cieniutkie placki, trochę podobne do naszych naleśników, jednak zupełnie inne w smaku.

Nocleg w buddyjskiej świątyni w Thaton

Po miejscowym smakowaniu potraw, przyszła pora na znalezienie noclegu. Doszliśmy do wniosku, że w miejscowości, w której nie brakuje buddyjskich świątyń, nie będzie żadnego problemu z noclegiem. Niestety rzeczywistość okazała się być zupełnie inna. W pierwszej świątyni, do której przyszliśmy najpierw otrzymaliśmy zgodę od jednego mnicha, po czym inny powiedział, że jako turyści nie możemy nocować. Poszliśmy zatem spróbować szczęścia w innej świątyni. Oczywiście mnich zgodził się bez namysłu. Przygotował dla nas maty i dał poduszki. Ledwie zdążyliśmy się położyć, gdy przyszedł młody chłopak, który poinformował nas, że nie możemy zostać, a spać powinniśmy w miejscach przygotowanych dla turystów. 😀 Spakowaliśmy więc plecaki i lekko zwątpieni wybraliśmy się do jeszcze jednej świątyni.

Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że brama wejściowa jest już zamknięta. Jednak zaczepiliśmy przechodzącego młodego mnicha, który poszedł po innego starszego. Również pozwolono nam zostać na noc. Tym razem otrzymaliśmy własne pomieszczenie w szkole, gdzie mogliśmy rozłożyć maty na podłodze. Na nasze szczęście mogliśmy już tam zostać, bez obawy, że zaraz ktoś zmieni zdanie. Huh. Już wiedzieliśmy, że z noclegami w świątyniach może być ciężko podczas naszej podróży po Birmie.

Poranny market w Thaton

Przed kontynuacją dalszej podróży do Bago, odwiedziliśmy poranny market. Drogę tam wskazywały nam tłumy ludzi. Oczywiście byliśmy niemałą atrakcją, zwłaszcza dlatego, że miejscowość ta nie jest wymieniona wśród głównych atrakcji tego kraju. Idąc wzdłuż straganów,  dotarliśmy do stoiska z shan noodlami i zjedliśmy wyborne śniadanie. W ramach gościny poczęstowano nas również bulionem oraz tradycyjną herbatą z mlekiem. Birmańczycy już w pierwszych dniach wywarli na nas pozytywne wrażenie. Na markecie zakupiliśmy owoce i ruszyliśmy dalej w drogę.

Thanakha i betel

Stanęliśmy na poboczu drogi i zaczęliśmy łapać. Przyglądaliśmy się mijającym nas ludziom, ich twarze pomalowane były thanakhą. To taki żółty proszek pozyskiwany z drzewa Murraya, który stanowi codzienny makijaż Birmanek. Poza właściwościami estetycznymi, ma chronić przed promieniami słonecznymi oraz zapewnić gładką i promienną skórę. Oczywiście przy najbliższej wizycie na markecie również sprawiłam sobie taki specyfik, który kosztuje tutaj grosze, a w Europie potrafi być baaardzo drogi. 😉 Co również rzuciło nam się w oczy to krwisto czerwone usta, zabarwione tanią i popularną w Birmie używką – betelem. Stoiska z betelem można tu spotkać na każdym rogu. Od częstego żucia betelu sporo osób, jednak częściej mężczyzn ma zabarwione na czerwono zęby i usta. Na początku mieliśmy mieszane odczucia, jednak po czasie można się do tego przyzwyczaić. Co więcej, na chodnikach i dosłownie wszędzie widać czerwone ślady po wypluwanym betelu.

Pierwszy samochód do Bago i degustacja wina palmowego i myszy

Stojąc zaledwie kilka minut, zatrzymał nam się pierwszy samochód. Na dodatek kierowca mówił całkiem dobrym angielskim. Mogliśmy zatem porozmawiać na wiele tematów dotyczących Birmy. W końcu zeszliśmy też na temat jedzenia oraz alkoholi. Wtedy też pan zaproponował nam, że wraz z jego kolegą możemy podjechać do miejsca gdzie wyrabiane jest, popularne w Birmie wino palmowe. Oczywiście zgodziliśmy się.

Podjechaliśmy pod niepozorny drewniany domek pośród pól. Zostaliśmy zaproszeni by usiąść. Przed nami zaczęły pojawiać się przegryzki, między innymi tradycyjna sałatka z liści herbaty oraz coś co z wyglądu przypominało suszone daktyle. Kiedy męska część naszej ekipy obserwowała jak pozyskuje się wino z palmy cukrowej, ja kosztowałam owych smakołyków. Na pytanie co to za daktyle, dowiedziałam się, że to mięsko z myszy polnej. Na samą myśl, że właśnie zjadłam mięso z myszy polnej, straciłam wszelki apetyt. 😀 Dowiedzieliśmy się, że to przekąska często serwowana jako przegryzka do wina palmowego. Samo wino bardzo nam smakowało, jest dosyć słabe jeśli chodzi o zawartość alkoholu i ma specyficzny smak, który ciężko mi opisać. Każdy powinien spróbować go sam. 🙂 Po dłuższej przerwie, ruszyliśmy dalej.

Bago

W mieście Bago największą atrakcje stanowią świątynie, a na zwiedzanie ich wystarczyło nam kilka godzin. Jedną z ciekawszych świątyń, które tu odwiedziliśmy była Mahazedi Pagoda, gdzie ze szczytu stupy można zobaczyć panoramę miasta. Oczywiście nie każdemu było pisane zobaczyć ten widok i ja musiałam zostać na dole. 😉 Birma charakteryzuje się bardzo konserwatywnym buddyzmem, w związku z czym przed wejściem na teren każdej świątyni trzeba zdjąć buty i skarpetki (często dużo wcześniej niż przed samym wejściem do środka świątyni), trzeba okryć ramiona i nogi oraz do niektórych pomieszczeń lub na szczyty stup mogą wejść wyłącznie mężczyźni. Tak więc Michał pokonał kilkadziesiąt stopni i uchwycił piękno Bago w promieniach zachodzącego słońca.

Kolejnym miejscem w Bago była świątynia Shwe Thar Lyaung, gdzie znajduje się drugi pod względem wielkości pomnik Buddy na świecie. Ma 55 metrów długości oraz 16 metrów wysokości. Na terenie świątyni jest ogród, którego ścieżki rozgałęziają się i prowadzą do mniejszych świątyń. Ciekawy widok stanowiły posągi mnichów podążających za Buddą. Poza tymi dwiema odwiedziliśmy również inne świątynie, jednak tu opisaliśmy najciekawsze naszym zdaniem.

 

Po zwiedzaniu nie czuliśmy potrzeby pozostawania w tym mieście na noc, więc postanowiliśmy przemieścić się dalej. Póki co Birma wywarła na nas ogromne wrażenie. Zaskoczyła nas innością, przywiązaniem do tradycji oraz zupełnie innym ubiorem, który stanowiły tu długie sukienki oraz longy u Panów. To tu też poraz pierwszy zetknęliśmy się z betelem, chociaż postanowiliśmy go nie próbować z obawy o zabarwienie zębów. Mimo, iż lokalni zapewniali nas, że po jednym żuciu betelu, zęby się nie barwią permanentnie, koniec końców i tak się nie zdecydowaliśmy. 😀