Prowincja Wientian i miasto Vang Vieng

Vang Vieng

Niegdyś znane było głównie z hucznych imprez, na które zjeżdżali ludzie z całego świata. Wówczas w mieście nie brakowało narkotyków, a alkohol lał się strumieniami. Pijani imprezowicze skakali do wody, często uderzając o skały, przez co w rekordowym roku 2011 zginęło 27 osób. To wtedy właśnie rząd postanowił zmienić coś w tym temacie i zamknął większość nadrzecznych barów i zablokował dostęp do narkotyków. Przedtem przyjeżdżano tu głównie imprezować, a naturalne walory tego miejsca pozostawały na dalszym planie.

Obecnie miasteczko nadal jest miejscem chętnie odwiedzanym przez młodych podróżników. Jest tu wiele klimatycznych knajpek i kilka miejsc, gdzie można poimprezować, ale już nie ma tylu ludzi co było kiedyś. Policja jest skorumpowana, więc część knajp nadal oferuje happy shake i inne tego typu rzeczy. Restauracje płacą policji za brak reakcji, więc na terenie knajpy można je spożywać legalnie. Poza knajpkami, miasto i jego okolice mają bardzo dużo do zaoferowania. Znaleźć tu można wapienne skały, na które można wejść, jaskinie, a także błękitne laguny. Postanowiliśmy zostać tu dwa dni. Na jeden dzień wypożyczyliśmy skuter za 40000 kip.

Drewniany most

Miasto Van Vieng położone jest nad rzeką, a jego dwa brzegi łączy drewniany most. W ten sposób mogliśmy przejść na drugi brzeg, który jest nieco bardziej spokojniejszy. Ponadto, większość atrakcji znajduje się po drugiej stronie rzeki i żeby do nich dojechać trzeba przejechać przez most. W mieście został wybudowany most, za którego przekroczenie skuterem, pobierana jest opłata. Niewiele osób wie, że po tej drewnianej kładce można również jeździć skuterem. My na drugi brzeg dostawaliśmy się właśnie tym mostem, a wcześniej widzieliśmy wielu lokalnych, którzy również tędy jeździli. W ten sposób unikaliśmy również opłaty za przejazd po innym moście.

Punkt widokowy Xay

Podczas zwiedzania okolic, wspięliśmy się na jeden z mniej popularnych punktów widokowych. Na szczyt prowadzi dobrze przygotowany szlak, którym szliśmy około 20 minut. Na samej górze umiejscowiona jest zadaszona wiata, gdzie mogliśmy odpocząć od skwaru płynącego z nieba. Z góry oglądaliśmy przepiękną panoramę na okoliczne wioski, pola ryżowe, a także wysokie skały. Co ciekawe, na szczycie stoi motocykl, na którym można usiąść i zrobić sobie zdjęcie. Oczywiście też takie zrobiliśmy, bo czemu nie! W końcu nie codziennie widzi się takie rzeczy na wierzchołkach gór. 😊

Jaskinia Thampouna

W okolicach Vang Vieng znajduje się wiele jaskiń, do których trzeba zapłacić opłatę za wstęp w wysokości 10000 kip. Przy zwiedzaniu większej ilości, robi się niemała kwota. 😉 Postanowiliśmy sobie odpuścić zwiedzanie jaskiń, gdyż zwiedziliśmy ich już kilka podczas naszej podróży, a te jakoś szczególnie nas swoim opisem nie zachęciły. Po drodze, jadąc w kierunku Blue Lagoon wstąpiliśmy do jednej bezpłatnej jaskini. Była zupełnie pusta, a okazała się być bardzo ciekawa. W środku potrzebna będzie latarka, a długość szlaku wewnątrz to 300 metrów.

Blue Lagoon 5

Błękitne laguny nazwane są kolejnymi numerami. Do najbardziej popularnych błękitnych lagun zaliczane są trzy pierwsze. Na ich terenie zostały utworzone atrakcje dla odwiedzających, takie jak, huśtawka czy tyrolka. Trzy pierwsze znajdują się bliżej miasta. Pojechaliśmy do Błękitnej Laguny z numerem 5, gdyż wyglądała dla nas na najbardziej dziką. Za wstęp zapłaciliśmy 10000 kip. Na miejscu było około 10 osób. Sama laguna nie wywarła na nas większego wrażenia, ale podczas upałów zdecydowanie warto wybrać się na jedną z lagun i schłodzić w zimnej, błękitnej wodzie. W miejscu gdzie kupuje się bilety do laguny, znajduje się restauracja, która ma nieco zawyżone ceny.

Zaraz za laguną jest jaskinia, która jest w cenie biletu. Szlak prowadzi przez mostek nad laguną, następnie idzie się trochę w górę, a w końcowym odcinku schodziliśmy w dół do jaskini. Jaskinia jest niewielka i niekoniecznie warta polecenia. Jednak jak już byliśmy na miejscu to postanowiliśmy ją odwiedzić.

Widoki

Jeżdżąc skuterem po okolicach, najbardziej urzekły nas widoki. Przepiękny krajobraz na pola ryżowe pośród wysokich skał i pasące się bydło. Noc spędziliśmy w równie urokliwej scenerii, po drugiej, cichszej stronie rzeki, gdy minęliśmy już wszystkie możliwe domki do wynajęcia znaleźliśmy altanę blisko pól ryżowych, na której rozbiliśmy namiot. Wczesnym rankiem, zobaczyliśmy tuż obok latający balon, więc wschód słońca był jeszcze bardziej widokowy.

Nocny targ

W mieście Vang Vieng około godziny 17:00, na głównych ulicach otwierają się nocne markety. Można na nich znaleźć różnego rodzaju pamiątki, ubrania oraz stoiska z jedzeniem. Ceny okazały się być wyższe niż w innych częściach Laosu, więc jadaliśmy po knajpach położonych tuż nad rzeką. Niektóre z nich oferują fajne jedzenie w przystępnej cenie.

,,Przyjaciele” w Victor’s place

W Vang Vieng natrafiliśmy na bardzo ciekawą knajpkę. Przez cały czas jej otwarcia, na telewizorze puszczane były kolejne odcinki serialu ,,Przyjaciele” wraz z angielskimi napisami. Spędziliśmy tam kilka godzin i świetnie się bawiliśmy.

Wientian

W stolicy chcieliśmy spędzić jeden dzień, a potem ruszyć na południe Laosu. Miasto, w przeciwieństwie do innych azjatyckich stolic, które do tej pory widzieliśmy nie wyróżnia się. Jest małe i podobne do innych większych miast w Laosie. Postanowiliśmy po nim pospacerować. Poszliśmy więc w stronę świątyni Pha That Luang, która jest najważniejszym miejscem w mieście.  Po drodze minęliśmy zabytkową Czarną Stupę.

Patuxai

Następnie dotarliśmy do Patuxai, czyli pomnika zwycięstwa, zlokalizowanego w środku ronda. Co ciekawe, pomnik jest łudząco podobny do francuskiego Łuku Triumfalnego ale jest od niego wyższy.  Zainteresowani za opłatą mogą wejść na górę i obejrzeć panoramę miasta.  My nie byliśmy.  Tuż za nim znajduje się przyjemny park z fontanną i palmami.

Pha That Luang

To najważniejsza stupa w kraju, jego wizytówka i symbol państwowości. Zobaczycie ją na pocztówkach, a także banknotach. Gdy dotarliśmy na miejsce, wejście do niej było zamknięte, jednak w zupełności wystarczyło nam zobaczenie jej z zewnątrz. Jest to złota budowla, otoczona murem. Tuż obok znajdują się dwie świątynie.

Nocny market

Wzdłuż Mekongu przy głównej ulicy nocą otwierają się nocne markety. Można tu znaleźć mnóstwo ubrań, kosmetyki, pamiątki, ale i stoiska z jedzeniem. Market jest ogromny i przejście go całego zajmuje sporo czasu. Akurat byliśmy tu w weekend więc na miejscu były spore tłumy.

Nocleg w świątyni Si Muang

Wientian jest dużym i żywym miastem. Wracając z nocnych marketów cały czas kogoś mijaliśmy, za to jakiegoś sensownego kawałka zieleni nie znaleźliśmy. Postanowiliśmy zatem zapytać o nocleg w świątyni buddyjskiej, których w stolicy jest bardzo dużo. W większości spotkaliśmy się z odmową i dopiero na samym końcu mnisi zgodzili się nas przenocować. Dostaliśmy dach nad głową i całkiem fajną moskitierę. 😉

Podsumowanie

Vang Vieng i jego krajobrazy urzekały nas na każdym kroku. Jesteśmy pewni, że w miasteczku każdy znajdzie coś dla siebie i miłośnicy natury, osoby lubiące balować i poszukiwacze relaksu. Uważamy, że warto tu spędzić przynajmniej dwa trzy dni, aby w pełni zobaczyć co miejsce ma do zaoferowania. Ze wszystkich miast, które odwiedziliśmy do tej pory w Azji, Wientian ma zdecydowanie największy nocny market, w którym nie brakuje wszelkiego rodzaju artykułów. Jest to również miasto ładnie położone nad Mekongiem, mniej zatłoczone w porównaniu z innymi stolicami. Jednak jest to miasto, w którym nie ma zbyt wiele do zobaczenia. Wszystkie najważniejsze atrakcje można zobaczyć w ciągu jednego dnia.