Park Narodowy Khao Sam Roi Yot – atrakcje + informacje praktyczne

Widok z Khao Daeng Viewpoint
Park Narodowy Khao Sam Roi Yot

Kiedy tylko wjechaliśmy do Tajlandii z Birmy naszą pierwszą myślą było, aby jechać tam gdzie słońce, morze i plaże. Chociaż tego pierwszego w Tajlandii nigdzie nie brakuje. 😉 Do południowych wysp mieliśmy kawał drogi, więc podzieliliśmy trasę. Postanowiliśmy najpierw dojechać do Cha Am. Niestety po dotarciu na miejsce główna plaża nas rozczarowała. Tłum ludzi, wszędzie restauracje i wąska plaża. Uciekamy! – pomyśleliśmy w tamtej chwili. Na stopa zatrzymała nam się dziewczyna, która mówiła bardzo dobrze po angielsku i zabrała nas na plażę w tej samej miejscowości tylko nieco dalej, w pobliżu kurortów. I tu już było o niebo lepiej. Mieliśmy w końcu okazję otworzyć butelkę rumu przywiezioną z Birmy i zrelaksować się nad morzem.

Naszym kolejnym celem był Park Narodowy Khao Sam Roi Yot, który nas zainteresował z uwagi na swoje położenie nad morzem. Na miejsce dojechaliśmy po południu, rozbiliśmy namiot i byliśmy jedynymi osobami nocującymi w tym miejscu. Poza plażowaniem chcieliśmy zobaczyć najciekawsze atrakcje tego parku, a więc: jaskinie Kaeo, Sai, Phraya Nakhon i punkt widokowy Khao Daeng. Co ciekawe, nazwa parku oznacza ,,górę z trzystoma szczytami”. Gdy patrzy się na panoramę tego miejsca z Khao Daeng, to rzeczywiście wydaje się jakby ich tyle było. 😉

Punkt widokowy Khao Daeng

Pierwszym miejscem, do którego dojechaliśmy był punkt widokowy Khao Daeng, zlokalizowany około 12 kilometrów od plaży Laem Sala. Na miejsce dojechaliśmy bezproblemowo stopem. Na samym dole spotykamy pracownika Parku, który sprawdza czy mamy ważne bilety wstępu. Widnieje również informacja, że szlak polecany jest osobom o dobrej kondycji fizycznej. Do przejścia mieliśmy około 700 metrów. Ścieżka jest skalista i pnie się cały czas w górę, a w końcowym etapie nawet odrobinę stromiej. Szlak mimo wszystko jest bardzo dobrze przygotowany, ale pokonanie go w 34 stopniowym upale jest nieco męczące. W wątpliwych momentach właściwą drogę wskazują nam strzałki.

Z samego szczytu rozciąga się niesamowity widok na wszystkie strony. Podziwialiśmy otaczające nas doliny, morze i góry. Można tu usiąść na jednym z kamieni i rozkoszować się pięknymi krajobrazami. Warto zabrać ze sobą wodę, krem z filtrem i nakrycie głowy. Wejście na szczyt zajęło nam około 20 minut.

Po zejściu spotkaliśmy spore stado makaków, które łaziły po drzewach i po drodze. Mieliśmy ze sobą siatkę z bananami, które zakupiliśmy wcześniej dla siebie. Wzbudziły one niemałą ciekawość u małp i stadnie zaczęły biec w naszą stronę, jednak pracownik parku skutecznie je przepędził strasząc je bambusowym kijem.

Walki Kogutów

Tego samego dnia postanowiliśmy odwiedzić jaskinię Sai. Szybko złapaliśmy samochód jadący w tamtym kierunku. Nasi kierowcy jednak odbili z głównej drogi i przywieźli nas do miejsca, o którym nie mieliśmy pojęcia. Właśnie tego dnia odbywały się zawody w walce kogutów. Nie było tłumów, jednak zawody cieszyły się sporym zainteresowaniem. Na miejscu były trzy areny, a wokół stali ludzie, głównie mężczyźni obserwujący starcie kogutów. Popatrzyliśmy przez chwilę na ich walkę i nie było to coś co byśmy polubili. Nie wiemy też jak traktowane są te koguty. Sam fakt, że są wykorzystywane do walk był dla nas trochę niesmaczny. Zupełnie przypadkowo tam dojechaliśmy, zobaczyliśmy, ale niekoniecznie chcielibyśmy obejrzeć takie zawody ponownie. Czy polecamy? Niekoniecznie, chyba, że jesteś ciekaw jak to rzeczywiście wygląda. Wybór należy do Ciebie.

Jaskinia Sai

Wróciliśmy na główną drogę skąd zabrała nas para, która również miała zamiar odwiedzić jaskinię Sai. Tuż przy wejściu na szlak znajduje się budka, w której pracownik parku sprawdza ważność biletu. Jaskinia znajduje się wyżej w jednej z wapiennych skał i trzeba do niej podejść 450 metrów wytyczoną ścieżką. Na samym dole widnieje informacja, że szlak jest przeznaczony dla osób o dobrej kondycji fizycznej. Szlak jest kamienisty, nieco stromy i męczący. Jednak po drodze mijaliśmy też osoby starsze oraz rodziny z dziećmi. Przy zachowaniu ostrożności każdy powinien sobie poradzić.

Już przy wejściu jaskinia zachwyciła nas tętniącym życiem. Zobaczyliśmy niecodzienny widok: drzewa i krzaki rosnące w środku jaskini. Otóż w dachu jaskini znajduje się otwór, przez który wpada światło słoneczne i pozwala roślinom rosnąć.  Głębiej jaskinia zaskoczyła nas bogatą szatą naciekową. Zaś na samym końcu doszliśmy do ostatniej komory, która widokiem przypominała głęboką studnie. Ogromna przestrzeń i wpadające światło od góry przez szczeliny zrobiły na nas ogromne wrażenie. Jaskinia zdecydowanie warta odwiedzenia.

Na samym dole, przy parkingu znajdują się restauracje gdzie można zjeść smaczne dania z owocami morza. Porcje są duże, a owoce morza świeże. Spacerując wzdłuż morza sami widzieliśmy kobiety wyciągające z sieci świeże krewetki.

Jaskinia Kaeo

Kolejny dzień zaczęliśmy leniwie od pływania w morzu, po czym poszliśmy na śniadanie do wioski Ban Bang Pu. Następnie pojechaliśmy stopem do jaskini Kaeo.  Wysiedliśmy na rozwidleniu, skąd do bramek jaskini mieliśmy jakiś kilometr. Gdy dotarliśmy na miejsce, na parkingu zobaczyliśmy tylko dwa auta. Ponownie zostaliśmy zapytani o bilety, po czym udaliśmy się na ścieżkę do jaskini. Do pokonania było 128 metrów w górę. Ścieżka podobnie jak w przypadku wcześniejszej jaskini, jest kamienista. W końcowym odcinku szlak się rozwidla, jednak strzałki wskazują wejście do jaskini. Szlak w jaskini zaczyna się w jednym miejscu, a kończy w innym.

Do wnętrza jaskini wchodzi się po drabinie, potem już idzie się ścieżką. Trzeba zachować ostrożność, bo w niektórych miejscach ścieżka może być śliska. Podczas eksploracji jaskini konieczna jest latarka, gdyż jaskinia jest nieoświetlona. W miejscach gdzie pojawiały się rozwidlenia, strzałki wskazują kierunek, w którym powinniśmy pójść. Szlak bardzo nam się podobał. Jest długi i niemonotonny. Czasem sufit był tak nisko, że musieliśmy się mocno schylić, a wręcz przejść na czworakach. Czasem trzeba wyżej podnieść nogę, albo przejść obok niewielkiej przepaści w większej komorze. Było też po drodze kilka drabinek i schodów, które jednak nie sprawiają żadnych trudności. Nie jest więc nudno, a zwiedzanie każdej kolejnej komory jest ciekawe. Była również komora z dużą przestrzenią gdzie było całkiem sporo nietoperzy. Nie ma tu też otworów w suficie, z których wpadało by do wnętrza światło. Zgaś na chwilę latarkę gdzieś w głębi, a poczujesz adrenalinę! 😉

Jaskinia Kaeo najbardziej nam się podobała, spośród tych, które zwiedziliśmy w parku Khao Sam Roi Yot. Być może dlatego, że lubimy jaskinie, które poza ciekawą szatą naciekową dostarczają również wrażeń. A ta jaskinia taka właśnie jest. Ze względu na charakter szlaku, niekoniecznie polecamy go osobom starszym o słabej sprawności fizycznej.

Jaskinia Phraya Nakhon

Tą jaskinię zostawiliśmy sobie na ostatni dzień, kiedy już mieliśmy opuszczać pole namiotowe i wyruszyć w dalszą podróż na południowe wyspy. Jaskinia Phraya Nakorn to perełka Parku Narodowego Khao Sam Roi Yot. Jest tłumnie odwiedzana przez zwiedzających. Szlak do niej zaczyna się przy plaży Laem Sala. Większość turystów zamiast trekkingu z wioski Ban Bang Pu, dopływa tu łodzią. Wybraliśmy się do jaskini z samego rana, żeby uniknąć tłumów. Jest to dobre i złe rozwiązanie. Zależy na czym wam zależy. Otóż jaskinia znana jest z umiejscowionego w jej wnętrzu pawilonu Phra Thinang Khuha Kharuhat zbudowanego dla Króla Ramy V w roku 1890, na który z otworu w dachu jaskini wpada smuga światła. Żeby zobaczyć wpadające światło najlepiej dotrzeć tu w godzinach około południowych. Wtedy też jest najwięcej ludzi.

Droga do jaskini

Do jaskini została poprowadzona ścieżka edukacyjna, a na samym początku trasy można zobaczyć tutejsze lemury ( Dusky Leaf Monkey) charakteryzujące się białymi plamami na oczach, które sprawiają, że wyglądają jak by miały na sobie okulary. 😀

Punkt widokowy

Dalej droga prowadzi po kamiennych schodach w górę, w tym momencie do jaskini zostaje 430 metrów. Po drodze znajdują się tablice informacyjne, z których mogliśmy dowiedzieć się więcej o roślinności w parku. Po przejściu kilkunastu metrów dochodzimy do punktu widokowego, skąd roztacza się widok na Zatokę Tajlandii. Są też ławki, na których można chwilkę odpocząć.

Wejście do jaskini

Gdy zbliżamy się już do jaskini, ścieżka zaczyna prowadzić w dół, a naszym oczom ukazują się pokaźnych rozmiarów wapienne skały. Idąc dalej w dół po lewej stronie mijamy wyschnięty wodospad. W końcu wchodzimy do głównej jaskini.

Jaskinia zachwyca olbrzymią przestrzenią, bujną roślinnością oraz pawilonem. Całość idealnie się ze sobą komponuje i najlepiej podziwia się jaskinię stojąc nieco dalej. Wówczas oczy mogą uchwycić całe jej piękno. W jaskini można przejść się w każdym kierunku, choć stanowi ona głównie jedną dużą komorę.

Jest zdecydowanie piękna i warta odwiedzenia. Do jej wnętrza weszliśmy po 8:00 i poza nami nie było nikogo. Nie było również wpadającej smugi światła ale i tak wywarła na nas niemałe wrażenie i bardzo nam się podobała. Spędziliśmy w niej godzinę lub troszkę dłużej. W drodze powrotnej mijaliśmy już pierwszych turystów, a za nimi kolejnych.

Waran

Na samym dole spotkaliśmy też sporych rozmiarów warana, który dumnie spacerował przez park. Potem nieco nieśmiało schował się wśród liści i drzew. 😉

Park Narodowy Khao Sam Roi Yot praktycznie

Wstęp do parku narodowego kosztuje 200 bahtów od osoby jeśli jest się obcokrajowcem, dzieci płacą 100 bahtów. Tajowie mają o wiele niższe ceny. Śpiąc na polu namiotowym na terenie parku bilet wstępu jest ważny 5 dni. W tym czasie można zwiedzać atrakcje parku, jednak zawsze przy kontroli biletów trzeba powiedzieć, że śpi się na polu namiotowym. Większość atrakcji otwarta jest od 8:00 – 16:30.

W Parku Narodowym znajdują się dwa pola namiotowe przy plaży: Laem Sala oraz Sam Phraya. Nocowaliśmy na tej pierwszej. Stanowi dobrą bazę wypadową do jaskini Phraya Nakhon. pozostałe atrakcje znajdują się w odległościach do 12 kilometrów i można spokojnie dojechać do nich autostopem. W przypadku posiadania własnego namiotu, płaci się jedynie za miejsce 30 baht od osoby za dzień. Do pola namiotowego na plaży Laem Sala można dostać się na dwa sposoby. Przejść pieszo około 1,5 kilometra szlakiem przez góry od bram parku znajdujących się w wiosce Ban Bang Pu, bądź łodzią za 400 baht w obie strony.

Na plaży Laem Sala znajduje się jedna restauracja, gdzie w naszej opinii jedzenie jest niezbyt smaczne, porcje są małe, a ceny zawyżone. Zjedliśmy tam dwa razy, a tak chodziliśmy do wioski Ban Bang Pu. Zaraz przy bramach parku w wiosce znajduje się sporo restauracji. Ceny jedzenia w nich są podobne. Odchodząc dalej od bram, przy głównej drodze skąd jedzie się w kierunku jaskini Kaeo oraz Sai są dwa sklepy. Przy jednym z nich po godzinie 12:00 pojawia się Pani, która sprzedaje tanio lokalne jedzenie. Zjedliśmy tam przepyszną sałatkę z papai, a w sklepie kupiliśmy też świeże kokosy do picia. W tym miejscu są również zadaszone stoliki gdzie można usiąść. Idąc drogą w odwrotnym kierunku niż do jaskiń, po lewej stronie znajduje się lokalna knajpka, gdzie można kupić smażony ryż lub Pad Thaia za 30 bahtów.